Follow by Email

czwartek, 16 listopada 2017

Battle Royal w RPG. Czy warto?

Battle Royal w RPG. Czy warto? 

 Trochę historii

Battle royal jest formą PvP, która zyskuje coraz większy zasięg i podejrzewam, że niedługo ta forma rozgrywki będzie jedną z bardziej eksploatowanych.
Wszystko zaczęło się od książki pod tym samym tytułem. Napisał ją Japoński pisarz Koshuan Takami i zapoczątkował cały nurt w pop kulturze. Książka mimo obiegających ją kontrowersji została szybko zekranizowana dzięki czemu zyskała jeszcze większy rozgłos.
Echa tamtego wydarzenia krążą po sieci do dzisiejszego dnia.
Przede wszystkim powstała seria visual noveli, a później anime i mang: spod znaku Fate/.

Seria Fate/ zakłada starcie mitologicznych postaci w dzisiejszym świecie gdzie tylko jedna osoba może wyjść z tego starcia "z tarczą". (dokładnie to samo zakładała książka Takamiego, tylko bez udziału postaci mitologicznych, zamiast, których występują Japońscy licealiści).
Jeżeli zastanawialiście się kiedyś jak w fabularyzowanej wersji wydarzeń wyglądałby pojedynek Artura i Lancelota, albo Gilgamesza i Herkulesa, to ta seria jest dla was.
Osobiście polecam dwie drogi oglądania serii:
1.Rozpocząć od Fate/stay night, a później przejść do Fate/zero (droga dla ludzi chcących poznać uniwersum)
2.Rozpocząć od Fate/zero, a później podążyć za głosem serca (jeżeli intercesje was bardziej strategiczno-taktyczne podejście do tematu)

Kolejną, najważniejszą dla nas teraz rzeczą jest szturm gatunku battle royal na sprzęty elektroniczne w tym PC. Przede wszystkim Playerunknown Battleground (dalej jako PUBG), który spopularyzował ten gatunek w szerokim gronie odbiorców.
Playerunknown z tego co mi wiadomo jako moder inspirował się zdecydowanie literaturą Takamiego.
Właśnie stamtąd zaczerpnął "losowość" rozgrywki (licealiści w książce Takamiwego mieli "losowo" przydzieloną broń startową, oraz na wyspie były porozrzucane różne przydatne sprzęty).
Mod powstał przez to, że w grze, która modował Playerunknown pojawiła się grupa graczy, której do gustu nie przypadł wszechobecny grind (czasochłonne zdobywanie wszystkiego).
Dzięki modowi, wszyscy zaczynali podobnie i szybko zdobywali kolejne bronie i sprzęty w relatywnie krótkich meczach. Taka forma rozrywki znalazła spore grono odbiorców dzięki czemu Playerunknown zdobywał kolejne propozycje pracy, aż w końcu doszło do tego, że certyfikuje swoim nickiem cała grę.
Poprzez popularyzację elektronicznej formy battle royal nieuniknione będzie, kiedy pojawią się pierwsze podręczniki RPG nastawione właśnie na tego typu rozgrywkę (chyba, że już się pojawiły, a ja źle zrobiłem badania).
Zatem należy teraz przejść do odpowiedzi na pytanie zadane na samym początku tego wpisu. Czy warto?

Przykłady


Przyjrzyjmy się dwóm przykładom jak zostały zrealizowane jednostrzały tego pokroju (może być tylko jeden zwycięzca, wszyscy są nastawieni przeciwko sobie, jest to jakaś ograniczony obszar działania).

Baniak Baniaka i jego Mordhaim:
Jest to tryb bardziej nastawiony na PvE i strategiczne zarządzanie czasem. Należy wyprzedzić pozostałe grupy, a celem nie jest "przetrwać" tylko zdobyć X przedmiotów.
Dobry jest motyw ukrytych ruchów wszystkich drużyn, dzięki czemu nie wiadomo gdzie dokładnie znajdują się "prawdziwi" przeciwnicy.
Mocnym plusem jest również aspekt strategiczny i możliwość zdobywania sojuszników podczas przygody w Mordhaim.
Na minus muszę zaliczyć problemy logistyczne w ewentualnej organizacji takiego wydarzenia, oraz relatywnie niski poziom ADRENALINY, o czym będę pisał za chwilę.
Problematyczne z mojego punktu widzenia jest też spore rozbieżności jakościowe w zdarzeniach losowych i typach zadań które są ukoronowane zdobyciem Spaczenia. Niektóre pomysły są niezłe inne wyglądają jakby były wymyślone "tu i teraz" co w tego typu wydarzeniach potrafi zaburzyć cały odbiór i zrujnować "wyważenie lokacji". To tylko moja opinia.


Matt Mercer i jego Battle Royal:
Przez pierwsze 2h nerwy są cały czas napięte, każda tura ma znaczenie.
Później jakby wszystko opada, staje się wtórne, sprowadza do przeciągłych rzutów.
Widać zmęczenie materiału i malejące emocje.
 Brawurowo wykonane pole bitwy, nacisk na solowe strategie, oraz możliwość zawierania tymczasowych sojuszy pomiędzy graczami pokazują tak naprawdę w jakim kierunku powinien podążyć nurt Battle Royal RPG.

Moje doświadczenia:






 

Co tak naprawdę pociąga graczy w Battle Royal?


Odpowiedź jest prosta:
ADRENALINA

A teraz przejdziemy do jej rozwinięcia. Lubisz oglądać dreszczowce? Albo kino akcji?
Battle Royal ma dla ciebie i to i to podane z pierwszej ręki.
Narastające oczekiwanie na to, aż coś się wydarzy - a wydarzy się na pewno, to element charakterystyczny dla dreszczowców. Trzymają w napięciu cały czas, nie dając chwili wytchnienia.
A kino akcji to już sama walka jeżeli jest poprowadzona w systemie rpg w sposób odpowiedni i dynamiczny.

Część z nas lubi odgrywać, część poznawać świat, ale spora cześć uwielbia walczyć. To właśnie dla tej części jest Battle Royal (chociaż inni też znajdą coś dla siebie).
Serce będzie bić jak dzwon, kiedy będziesz siedział/a na krawędzi krzesła i czekał, aż twój współgracz przejdzie koło twojej lokalizacji na mapie, albo kiedy staniesz oko w oko z tym na koksanym wojownikiem.
Samo oczekiwanie czy ten mag uderzy kulą ognia we mnie czy w mojego sąsiada przy stole dostarcza sporej dawki emocji.
Wszyscy przy stole chcą poczuć dreszczyk.

Jednak czym to różni się od pluszówek opartych o negatywną interakcję?
Moim zdaniem, zestaw jednej planszy i paru charakterów nie jest do końca tym co może bawić nas przez tyle godzin co odpowiednio zrobione Battle Royal RPG.
Kombinacji nie jest zbyt dużo, element losowości jest ograniczony przez to też, po paru/nastu rozegraniach danej gry wszystko staje się wtórne, najlepsze strategie zostają odkryte, a błędy wyeksploatowane.

Dobry MG wyposażony w "toolbox" byłby wstanie zrobić z tego gatunku prawdziwą rozrywkę na wiele dni i odskocznie z prawdziwego zdarzenia, coś co w świadku mogłoby przyjąć nawet formę specjalnych "turniejów" dla graczy.
Opcje na jednostrzałówki i inspiracje byłby dużo bardziej rozwinięte niż w przypadku planszówki, która ma zamknięty rodzaj zadań i określoną przypisana przez twórców wizję artystyczną, nikt nie wiązałby nam rąk i wsadzał w pewne ramy.

Według mnie do battle royal nie wystarczy Warhammer, albo DnD.
Powinniśmy przygotować się na systemy pomyślane specjalnie o walce PvP i tworzeniu tymczasowych sojuszy, wbijania noża w plecy, i szybkich rozgrywek, bez dużej ilości liczenia.
Grunt jest niezbadany, możliwości wielkie, a potencjał spory.

Czy Battle Royal okaże się niszą, która niedługo wypłynie w świadku RPG? Czas pokarze.
Czy warto spróbować?

NA PEWNO.

2 komentarze:

  1. Mam pytanie odnośnie prowadzonej przez Ciebie sesji:
    1) Ilu graczy brało w niej udział?
    2) Czy wszyscy uczestnicy turnieju byli postaciami graczy, czy też większość stanowili BN-i?
    3) Jakiej mechaniki używałeś?

    Moim zdaniem takie klasyczne "Battle Royale" ze względu na wspomniane przez Ciebie "problemy logistyczne" (o których - no właśnie - wspominasz, ale wbrew zapowiedzi, chyba nie rozwinąłeś tego tematu).
    - Żeby można było mówić o "BR", raczej powinna brać w niej udział spora liczba graczy. Wydaje mi się, że co najmniej 4, choć i to było mocno naciągane. Już zgromadzenie większej grupy jest problemem, a na tym nie koniec.
    - Musi być "każdy przeciwko każdemu", inaczej to nie Battle Royale. I to konsekwentnie, przez cały czas. Bo jeśli to będzie "drużyna graczy przeciwko hordzie mobów", to będzie się różniło od typowej sesji jedynie tłem fabularnym (nawet jeśli na sam koniec gracze będą się musieli obrócić przeciwko sobie - a jeśli nie będą, to już w ogóle nie będzie "BR"). A negatywne interakcje w RPG, czy rozdzielanie drużyny to dla większości graczy czysta herezja... i nie bez powodu. Bo to rozbija rozgrywkę. Tym bardziej, jeśli cała sesja będzie polegać na tym i jeśli będzie w niej brała większa ilość osób. Gracz będzie się nudził, podczas gdy jego koledzy będą rozgrywali swoje tury - a na dobrą sprawę, żeby wydarzenia typu "Serce będzie bić jak dzwon, kiedy będziesz siedział/a na krawędzi krzesła i czekał, aż twój współgracz przejdzie koło twojej lokalizacji na mapie" miały jakiś sens, to kiedy jeden gracz działa, reszta powinna siedzieć w innym pokoju...
    Oczywiście, to są problemy, która ja dostrzegam, nie wykluczam, że istnieją rozwiązania, ale na obecną chwilę ich nie widzę. Możliwe, że podlinkowani przez Ciebie MG te problemy jakoś rozwiązali... ale ja jestem czytaczem, nie słuchaczem/oglądaczem, więc nie zdzierżę filmiku dłuższego niż jakieś 2 minuty, zdecydowanie bardziej wolę ścianę tekstu ;) Dlatego chętnie przeczytam, jakie rozwiązania tych kwestii Ty widzisz.

    Niech żyje Wielka Polska Katolicka!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeżeli interesują Ciebie szczegóły sesji po prostu opisze je w kolejnym poście.
    Sporo rzeczy do opisania i autorskich rozwiązań więc pewnie post będzie podobny do "walki w rpg", a przez problemy z nieczytelnością "walki..." i chęć poprawy stylu opisanie tej sesji może mi trochę zająć. Powinno pojawić się w przyszłym tygodniu koło czwartku/środy.

    OdpowiedzUsuń